Nie wiemy, czy istnieją badania naukowe na ten temat.
Ale jesteśmy prawie pewni, że w styczniu ludzie emocjonalnie potrzebują czarnych oprawek(!).
Serio.
Przez cały rok człowiek potrafi eksperymentować:
transparenty
kolory
modne kształty
dziwne detale
„coś odważniejszego”.
A potem przychodzi styczeń i nagle wszyscy chcą:
„coś klasycznego”.
To jest niesamowicie powtarzalne.
Jakby po grudniowym chaosie organizm potrzebował wizualnego resetu.
I właśnie wtedy wchodzą czarne oprawki całe na spokojnie.
Bez przesady.
Bez fajerwerków.
Bez desperackiego:
„zobaczcie jakie są modne”.
One po prostu są.
I chyba właśnie dlatego działają tak dobrze.
Czarne okulary mają w sobie coś bardzo stabilnego. Człowiek zakłada je i nagle wszystko wygląda:
czyściej
poważniej
bardziej elegancko
bardziej „poskładanie”.
Nawet jeśli realnie nadal je makaron nad zlewem o północy ;-)
Najlepsze jest jednak to, że czarne oprawki praktycznie nigdy nie wyglądają głupio.
Można je założyć:
do płaszcza
do bluzy
do garnituru
do totalnego „nie chciało mi się dziś ubierać”.
I zawsze robią robotę.
To trochę jak dobra czarna kawa.
Nie musi być wymyślna.
Po prostu działa.
Dlatego właśnie wiele osób wraca do nich po różnych modowych eksperymentach.
Bo trendy są fajne.
Ale czasem człowiek chce po prostu wyglądać dobrze i mieć święty spokój. Kropka.
I uczciwie?
Bardzo to rozumiemy.
Zwłaszcza zimą.
Bo styczeń jest miesiącem, w którym wszyscy próbują odzyskać kontrolę nad życiem.
A dobrze dobrane czarne oprawki bardzo skutecznie udają, że już ją masz ;-)