Rozmiar okularów.
Czyli jak nie zwariować od tych wszystkich cyferek
Dobranie odpowiedniego rozmiaru okularów nie zawsze jest proste. Ale spokojnie — to nadal łatwiejsze niż kupowanie jeansów przez Internet albo próba zrozumienia, dlaczego jedna para „identycznych" okularów wygląda świetnie, a druga robi z człowieka zmęczonego wykładowcę filozofii.
Najprostszy sposób?
Weź swoje stare okulary. Te, które dobrze leżą, nie spadają przy schylaniu i nie zostawiają po godzinie śladów jak po źle zaparkowanym rowerze.
Na wewnętrznej stronie zausznika znajdziesz zwykle kilka cyferek. Najczęściej wyglądają mniej więcej tak:
52 □ 18
I to właśnie one mówią nam całkiem sporo.
Pierwsza liczba oznacza:
szerokość soczewki
Druga:
szerokość mostka
Obie wartości podawane są w milimetrach i pomagają mniej więcej określić proporcje okularów.
Czy trzeba znać je na pamięć?
Absolutnie nie.
Ale jeśli stare okulary leżą dobrze, to szukanie podobnego rozmiaru jest bardzo dobrym punktem startowym. Trochę jak wracanie do ulubionej kawiarni — wiadomo czego się spodziewać.
Rozmiar okularów to nie rozmiar buta
I to jest bardzo ważne.
Bo w świecie okularów „52" w jednym modelu może wyglądać zupełnie inaczej niż „52" w drugim. Wszystko zależy od:
- kształtu oprawki,
- grubości ramki,
- konstrukcji frontu,
- wysokości soczewki,
- a czasem też od tego, co projektant miał na myśli po trzecim espresso.
Dlatego nie traktujemy cyferek jak wyroczni. Są pomocne, jasne. Ale okulary to trochę bardziej skomplikowana relacja niż „mam rozmiar 39".
Są też modele, które w ogóle nie mają oznaczonego rozmiaru. I świat nadal się kręci.
Dlatego najlepsza metoda nadal brzmi: przymierzać.
Dużo przymierzać.
Dotykać, oglądać się w lustrze, robić dziwne miny, wracać do tej samej pary trzy razy i nagle odkryć, że właśnie TE okulary wyglądają najlepiej.
I serio:
to jest normalne.



