Jest coś bardzo zabawnego w styczniu.
Po całym grudniu pełnym:
światełek
jedzenia
chaosu
prezentów
i totalnego rozjechania czasoprzestrzeni
…ludzie nagle budzą się z potrzebą:
„chcę wyglądać bardziej elegancko”.
I serio, to widać praktycznie od pierwszych dni roku!
Nagle wszyscy pytają o:
minimalizm
klasykę
„coś bardziej clean”
„coś spokojnego, ale drogiego w klimacie”
To jest moment, kiedy człowiek mentalnie odcina się od grudniowego brokatu i zaczyna marzyć o życiu, w którym:
pije espresso zamiast syropów piernikowych
ma idealnie poukładane mieszkanie
i nosi okulary człowieka, który nigdy się nie spóźnia.
Styczeń ma bardzo „premium aspirational energy”.
I najlepsze jest to, że ludzie często nawet nie szukają konkretnych marek. Oni bardziej szukają konkretnego uczucia.
Chcą wyglądać:
bardziej dojrzale
bardziej spokojnie
bardziej „mam swoje życie pod kontrolą”
Dlatego właśnie w styczniu tak chętnie są przymierzane cienkie metale, ciemne acetaty, klasyczne prostokąty, modele bez krzykliwych detali.
Wszystko, co wygląda jak:
„mam dobry gust, ale nie potrzebuję o tym opowiadać”.
To jest bardzo ciekawy typ estetyki, bo on wcale nie musi być drogi. Ludzie często myślą, że „premium look” oznacza wielkie logo i ceny, po których człowiek musi chwilę posiedzieć w ciszy.
A tymczasem najbardziej luksusowo wyglądają zwykle rzeczy, które są po prostu dobrze dobrane.
Dobre proporcje.
Dobry materiał.
Spokojny kolor.
Kształt, który pasuje do twarzy.
I nagle okazuje się, że ktoś wygląda bardziej „wealthy energy” w prostych ciemnych oprawkach niż w modelu, który świeci z drugiego końca ulicy.
Styczeń w ogóle lubi ludzi, którzy wyglądają na „ogarniętych”.
Może dlatego, że wszyscy próbują wtedy trochę ogarnąć siebie?
I właśnie wtedy okulary robią ogromną robotę.
Bo bardzo szybko budują cały klimat człowieka.
Są oprawki, które mówią:
„mam chaos”.
I są takie, które mówią:
„mam plan, notes i dobrą kawę”.
W styczniu większość ludzi zdecydowanie idzie w tę drugą stronę :-)