Listopad w handlu to bardzo specyficzny moment.
Internet nagle zaczyna krzyczeć:
-70%
-80%
MEGA SALE
LAST CHANCE
FINAL FINAL FINAL LAST LAST LAST!
Wszystko miga.
Wszystko świeci.
Wszystko wygląda, jakby grafik naprawdę nie spał od wtorku.
I wtedy wchodzi Black Friday cały na czarno.
Szczerze?
Nigdy nie chcieliśmy robić tego w stylu:
„im więcej czerwonych wykrzykników, tym większa promocja”.
Bo dobre okulary nie potrzebują wrzeszczeć.
Tak samo jak dobry styl.
Dlatego lubimy Black Friday trochę po swojemu. Ciszej, spokojniej...
Bardziej:
dobre modele
dobre ceny
dobra atmosfera
mniej chaosu
więcej klimatu.
Zwłaszcza że outlet sam w sobie jest już trochę permanentnym:
„ej, tu są fajne rzeczy w lepszych cenach”. I tu zawsze jest chaos.:) Nie dokładajmy sobie.
Ale listopad jest dla nas ciekawy - bo ludzie zaczynają sobie pozwalać na modele, które wcześniej odkładali:
„kiedyś”
„może później”
„jak będę bardziej odważny”
„jak będę miał okazję”.
A potem przychodzi listopadowy wieczór, dobra kawa, chłód na mieście…
i człowiek mówi:
„dobra. Biorę te pojechane"
I uczciwie?
Szanujemy!